Fundacja Serce Miasta
Tworzymy bezpieczne miejsce dla kobiet po przejściach. Bez oceniania – z miłością, wsparciem i terapią. Pomóż nam pomagać!
📞 734 456 959
📦 WAW 228AP
📲📦: 734 456 959
📧 :
biuro@sercemiasta.waw.pl
https://patronite.pl/sercemiastawarszawa
<3
Ulica to nie tylko głód, zimno i strach. To także coś, czego nie widać na pierwszy rzut oka, a co potrafi ciążyć równie mocno jak wypchane całym życiowym dobytkiem torby. Wstyd.
Osoby z zewnątrz często zakładają, że po pewnym czasie w kryzysie człowiek po prostu obojętnieje. Że przestaje mu zależeć na tym, jak wygląda i jak pachnie. Że to po nim spływa.
To kompletna bzdura. Nasze Podopieczne doskonale wiedzą, jak pachną po tygodniu spania po pustostanach i braku dostępu do ciepłej wody. Widzą te spojrzenia pełne obrzydzenia, kiedy wsiadają do tramwaju. Zauważają, jak ludzie odsuwają się od nich na przystanku. I czują ten palący wstyd za każdym razem.
Wstydzą się poprosić o czyste majtki. Wstydzą się zdjąć buty u nas na korytarzu, bo wiedzą, że mają dziurawe skarpetki, a stopy są zniszczone od wiecznego chodzenia. Wstydzą się podać urzędnikowi wymięty dowód osobisty brudnymi dłońmi, których nie miały gdzie umyć. Wstydzą się wejść do sklepu, nawet jeśli mają te kilka złotych na bułkę, bo boją się, że ochrona wyrzuci je za sam wygląd.
Wstyd paraliżuje. Bardzo często sprawia, że kobieta woli w ogóle nie poprosić o pomoc, ukryć się głębiej, niż po raz kolejny wystawić się na oceniające spojrzenia i poczucie upokorzenia.
W Sercu Miasta wiemy, że zanim zrobimy cokolwiek innego, musimy zdjąć z nich ten ciężar.
Nie zadajemy pytań w stylu: „jak mogłaś do tego dopuścić?”. Nie robimy wielkich oczu na widok zniszczonego ciała czy potarganych ubrań. Nie moralizujemy.
Odzyskiwanie godności zaczyna się u nas od prozaicznych rzeczy. Dajemy klucz do łazienki, żeby mogły się umyć za zamkniętymi drzwiami, w pełnej prywatności. Wydajemy czystą bieliznę, bez robienia z tego wielkiego wydarzenia i oczekiwania bicia pokłonów. Siadamy z nimi przy stole i pijemy kawę jak równe z równymi.
Bo człowiek przygnieciony wstydem bardzo szybko zaczyna wierzyć, że ulica to jedyne miejsce, na które jeszcze zasługuje. Naszym pierwszym zadaniem jest udowodnić im, że wcale tak nie jest.
... Zobacz więcejZobacz mniej

2 CommentsComment on Facebook
Nawet nie wiecie, ile znaczą dla nas takie zdania.
Nie tylko rzeczy, które przynosicie. Nie tylko kosmetyki, jedzenie, ubrania, środki czystości czy wpłaty. Czasem ogromną wartość ma też kartka, kilka słów, zwykłe „myślę o was”, „dziękuję”, „trzymam kciuki”.
Bo Wy nie wiecie, kiedy my to czytamy. Czy akurat po spokojnym dniu, czy po trudnej rozmowie. Czy po decyzji, która nas kosztowała dużo emocji. Czy między jedną panią w kryzysie, drugą interwencją, telefonem, obiadem, praniem, łazienką, dokumentami i próbą ogarnięcia tego, żeby nikomu niczego nie zabrakło.
Taki gest potrafi nas zatrzymać w pędzie. Przypomnieć, że wokół Serca Miasta jest społeczność. Ludzie, którzy nie tylko „oddają niepotrzebne rzeczy”, ale naprawdę widzą człowieka po drugiej stronie.
I od razu odpowiem na pytania, które czasem pojawiają się w komentarzach: tak, takie rzeczy są potrzebne. Tak, kilka dezodorantów może komuś realnie pomóc. Tak, kartka z dobrym słowem też ma znaczenie. Nie, to nie jest „za mało”. Pomoc nie zawsze musi być spektakularna, żeby była ważna.
A jeśli ktoś ma ochotę napisać, że to tylko drobiazg, to powiem prosto: z drobiazgów składa się codzienność. A w kryzysie właśnie codzienność bywa najtrudniejsza.
Dziękujemy każdej osobie, która jest z nami nie tylko rzeczami, ale też sercem, uwagą i życzliwością. To naprawdę dochodzi tam, gdzie czasem same nie mamy już siły dojść.
... Zobacz więcejZobacz mniej


2 CommentsComment on Facebook
Kiedy łapie cię grypa, masz 39 stopni gorączki, dreszcze i łamanie w kościach, robisz jedną rzecz. Kładziesz się do łóżka. Pijesz gorącą herbatę, zamykasz drzwi do własnej łazienki, odcinasz się od świata i po prostu to przeczekujesz.
A teraz wyobraź sobie to samo, tylko na ulicy. Gdzie idziesz, kiedy słaniasz się na nogach?
Nie położysz się na ławce w parku, bo pada. W poczekalni na dworcu nie wolno się kłaść, zresztą wokół kręci się za dużo ludzi, a ty musisz pilnować swojego plecaka. Z galerii handlowej ochrona wyrzuci Cię prędzej czy później.
Przy tym wszystkim cały czas musisz nosić ze sobą ciężkie torby ze wszystkim, co masz. Nikt nie poniesie ich za Ciebie. Ulica nie wydaje zwolnień lekarskich i nie daje taryfy ulgowej.
Zwykłe przeziębienie, infekcja dróg moczowych czy jelitówka, które nas kładą do łóżka na trzy dni, w kryzysie bezdomności są niewyobrażalną, fizyczną udręką. Organizm, i tak skrajnie wyczerpany stresem, zimnem i brakiem snu, po prostu przestaje współpracować.
Dlatego kiedy nasze Podopieczne wchodzą do Serca Miasta i mówią, że źle się czują, odkładamy na bok formalności, bo to nie jest czas na rozmowy o wychodzeniu z kryzysu bezdomności. To jest czas na czysty konkret. Zwykła kanapa, żeby w końcu można było usiąść i zamknąć oczy. Koc. Kubek gorącej herbaty. Tabletka przeciwbólowa. Swobodny dostęp do toalety, bez proszenia.
Nie wyleczymy ich od zaraz, zresztą często potem trzeba zorganizować wizytę u lekarza i wykupić leki z recepty, ale dajemy im to, co w chorobie jest absolutnie najważniejsze, a czego ulica konsekwentnie odmawia: gwarancję, że przez tych kilka godzin nikt nie każe im wstać i iść dalej.
... Zobacz więcejZobacz mniej

5 CommentsComment on Facebook
Kochani, mamy kilka bieżących braków w Sercu Miasta.
Potrzebujemy teraz szczególnie:
szamponów, kremów do twarzy, dezodorantów w kulce, dezodorantów w sprayu, czapek z daszkiem i kapeluszy.
To są bardzo zwykłe rzeczy, ale w codziennym życiu kobiet w kryzysie naprawdę robią różnicę. Szampon to możliwość umycia włosów po kilku trudnych dniach. Krem do twarzy to ulga dla skóry po słońcu, wietrze i życiu w ciągłym biegu. Dezodorant to poczucie świeżości i godności. Czapka albo kapelusz to ochrona przed słońcem, szczególnie dla kobiet, które dużo czasu spędzają w przestrzeni publicznej.
Nie potrzebujemy rzeczy luksusowych. Potrzebujemy rzeczy praktycznych, czystych i takich, których same użyłybyśmy bez wahania.
Dziękujemy za każdą pomoc. To dzięki Wam możemy reagować na realne, codzienne potrzeby.
... Zobacz więcejZobacz mniej

9 CommentsComment on Facebook
Czyste ubranie i gorący prysznic nie kończą kryzysu bezdomności.
Choć bardzo byśmy chciały żeby to było takie proste. Żeby wystarczyło kogoś nakarmić, dać nową kurtkę, posadzić na kanapie i patrzeć jak problem znika.
Prawda jest inna. Wychodzenie z kryzysu nie ma w sobie nic z szybkiego ani ładnego. Zazwyczaj jest po prostu żmudny proces, który często ciągnie się miesiącami, a czasem latami. Składa się z rzeczy nudnych, trudnych i do bólu niewdzięcznych. To są godziny wysiedziane w urzędowych poczekalniach. Wyrabianie zgubionego dowodu osobistego. Pisma do OPS-u. Składanie wniosków, z których połowa i tak zostanie odrzucona z powodów formalnych. Szukanie miejsca w noclegowni. Zapisywanie do psychiatry, na odwyk, do dentysty, żeby wyleczyć ząb, który nie daje spać od miesięcy.
Wychodzenie z kryzysu to też upadki. To momenty, kiedy po dwóch tygodniach walki przychodzi zwątpienie i kobieta po prostu nie ma siły podnieść się z kanapy w naszej fundacji. Kiedy znów zostaje okradziona. Kiedy wraca nałóg. Kiedy ulica znów brutalnie upomina się o swoje.
Wtedy ulga po założeniu nowej, czystej bluzki szybko mija, a zaczyna się twarde zderzenie z systemem i własnymi traumami. Zostaje ciężka, codzienna praca.
A my staramy się pomóc jak tylko możemy.
Piszemy z naszymi Podopiecznymi pisma, dzwonimy po urzędach, pomagamy przebrnąć przez dokumenty, a kiedy trzeba - stawiamy twarde granice i wymagamy konkretnych kroków.
Pracujemy z tym, co jest. Dzień po dniu. Krok po kroku.
... Zobacz więcejZobacz mniej

6 CommentsComment on Facebook

